Patagonia to: krajobrazy wyjęte prosto z bajek Disneya, wspaniała przygoda, ludzie i dobre jedzenie. Czy jest drożej niż w innych częściach Argentyny? Tak. Czy da się to jakoś obejść? Oczywiście, że tak!
Wszystko Ci zaraz ładnie objaśnimy.
Patagonia – co zobaczyć
1. Bariloche



Miasto, które jest jakby wyjęte z bajki. Dosłownie, bo miejska legenda głosi, że miasto było inspiracją do krajobrazów, które możemy obejrzeć w Królewnie Śnieżce. Otoczone górami, lasami i jeziorami. Latem znajdziesz tu ściezki do wędrówek, a zimą trasy do jazdy na nartach. Co warto zobaczyć będąc tutaj:
Punkt widokowy Cerro Campanario
Żeby wejść na punkt widokowy potrzebujesz ok. 40 min spaceru. Do pokonania jest 230 m przewyższenia na 1 km, więc jest całkiem stromo. Ewentualnie można wjechać wyciągiem (za ok 2000 pesos*). Na górze jest widok 360°. Cudowne miejsce. Znajdziesz tam też restauracyjkę z pamiątkami.
Na Cerro Campanario można dojechać z miasta autobusami numer: 10, 20 i 51
Piedra de Ausburgo
My najpierw weszliśmy na Cerro Otto – strome podejście, bo na 2 km robi się 560 m przewyższenia. Można też wjechać kolejką za 3000 pesos. W cenie jest wstęp na punkt widokowy. Tutaj przychodzi sporo turystów.
Stamtąd skręcamy w prawo na ścieżkę i kierujemy się na Piedrę de Habsburgo. Tu ścieżka jest już raczej płaska, prowadząca przez las. Rozpościera się stamtąd piękny widok na drugą cześć miasta. Tutaj byliśmy już sami.
Centrum miasta
A tam na pewno czekolada i piwo – z tego słynie Bariloche.
Jeśli chodzi o miejsce, gdzie możesz spróbować czekoladę to najbardziej popularna jest Rapa Nui, ale my polecamy mały sklepik Catedral. Wyroby są przepyszne.
Cervecerii (piwiarni) w centrum jest dużo. Jednak jak ktoś woli inny klimat, to można wybrać się do browarnii Wesley na kilometro 15. Duża przestrzeń, palący się ogień, zwierzątka, fajny klimat.
Refugio Frei
Trek który, jak się zepniesz to zrobisz w jeden dzień, albo możesz spać w schronisku i zrobić to na 2 dni. Pinezka.
Colonia Suiza
Można się tam przejechać autobusem numer 10, który odjeżdża z centrum. Nie jeździ za często wiec warto sprawdzić rozkład i być wcześniej, bo robią się kolejki.
Na miejscu znajdziesz restauracje, sklepiki i targi z jedzeniem. Klimatyczne, ale bardzo małe. Dookoła są mini plaże nad jeziorem, gdzie latem można kempingować. Można też wspiąć się na górkę obok żeby zobaczyć jezioro z innej perspektywy.
Sauna/ basen
Jesteśmy w górach, gdzie pogoda potrafi być kapryśna. My deszczowy dzień wykorzystaliśmy na pójście do sauny i na popływanie w basenie. Jest tego dużo (głównie w hotelach), wiec warto skorzystać po trekkingach. My wybraliśmy się do Hotelu Edelweiss i zapłaciliśmy 2000 pesos/ os za 1h basenu + 1h sauny.
2. El Bolson



Miasto mniej turystyczne niż Bariloche (ze względu na brak lotniska), ale mające wiele do zaoferowania. Dookoła jest tyle szlaków, że miesiąca by człowiekowi nie starczyło, żeby przejść wszystkie.
Znajdziesz tu szlaki na kilka godzin, na cały dzień, albo na kilka dni. Oto kilka naszych propozycji:
Refugio Piltri



Początek jest trochę skomplikowany, bo nie ma busów. Za tą restauracją skręcasz z drogi głównej i zaczynasz kierować się na wschód. Pierwsze podejście to droga dla samochodów. Z początku ścieżki do parkingów na górze, jest ok 7 km i 700 m up, wiec jak nie złapiesz stopa to czeka cię długi i monotonny spacer. W weekendy jest tam sporo osób, wiec łatwiej jest złapać stopa.
Druga część to podejście ścieżką dla pieszych. To już tylko 1,5 km i 310 przewyższenia do schroniska. Tam można kupić sobie coś ciepłego do picia, empanadę czy pizzę. Nie jest to jakość gourmet ale jest spoko 😉
Dalej można przejść się kawałek w górę na punkt widokowy, albo wejść na Cerro Piltri. U nas pogoda się nie popisała, wiec odpuściliśmy.
Wharton + trekkingi dookoła



Cajon del Azul, Refugio La Playita
Z Wharton jest bardzo dużo trekkingów do zrobienia. Najlepiej mieć na to minimum 2 dni. Będzie czas, żeby nacieszyć się naturą i jest dużo schronisk na trasie, w których można spać. Pierwszy to Refugio La Playita – pięknie położony nad rzeką Rio Azul. Przed wybraniem dla siebie schroniska trzeba dowiedzieć się czy są otwarte. Wiele z nich jest czynne tylko latem (grudzień, styczeń) – informacje, które schronisko jest otwarte można dostać w informacji turystycznej w centrum El Bolson. Niektóre schroniska mają również swoje profile na instagamie.
Najbardziej popularna atrakcja tego regionu to Cajon del Azul – kanion. Wysokość robi wrażenie. Można też zobaczyć, gdzie się zaczyna.
Z El Bolson jadą busy do Wharton, ale bardzo rzadko. U nas to było 8:30, 13:30 i 18:30. Można też łapać stopa.
Jezioro Puelo z punktem widokowym
Autobusy z El Bolson do Jeziora Puelo odjeżdżają co godzinę z placu głównego. Jak ma się czas to warto zajechać. Jeziorko piękne, otoczone górami. Dużo osób tu kempinguje, albo po prostu spędza czas wolny w ciągu dnia. Jest mirador, na który można wejść (ok 20 min spaceru). Można wspiąć się też na najwyższy w okolicy szczyt – stamtąd widać już Chile.
Kapliczka Jana Pawła II



Mało osób o niej wie, a jest przeurocza. Mała, kamienna, otoczona górami. Jest 4 km od centrum miasta. Kliknij po pinezkę na mapie.
Lody Jauja
Najpopularniejsze lody w mieście. I super smaczne. 750 pesos za 250 gram i 4 smaki – tą opcje polecamy. I smak mousse del Piltri – ten smak wymiata.
3. Park narodowy Los Alerces



Park Los Alerces jest piękny, ale mamy przy nim kilka „ale”. Po pierwsze – park jest bardzo trudny do zwiedzenia poza sezonem, gdy nie ma się auta (to była właśnie opcja, którą my nieświadomie wybraliśmy). Nie ma wówczas za bardzo busów jadących przez park i jest dużo mniej turystów, więc ze złapaniem stopa jest bardzo krucho. Da się iść, ale ścieżka jest bardziej przeznaczona dla samochodów i nie ma nawet stamtąd widoków. A, i park ma długość ok 70 kilometrów, więc trochę się nachodzisz, jak nie złapiesz transportu. Poza sezonem trzeba mieć ze sobą zapas jedzenia i picia, bo sklepy w parku są pozamykane.
Podsumowując – nie polecamy poza sezonem, bez auta, chyba że chcesz się przetyrać.
Jeśli się na to zdecydujesz musisz mieć ze sobą cały osprzęt kempingowy!
Informacje praktyczne:
- Do parku są 3 wejścia, ale najbardziej popularne jest od południa, od miasta Esquel
- Można wjechać od Cholili, ale ta jest dużo mniej przygotowana na przyjęcie kogokolwiek. Ogólnie od północy park działa dużo słabiej niż od południa
- Są kempingi płatne i darmowe (za płatne trzeba liczyć 2000 pesos/ osoba).
- Są plaże, treki, wodospady
- Busy jeżdżą (teoretycznie) tylko w środy, soboty i niedziele. A w grudniu i styczniu podobno codziennie
- W parku polecamy szlak la Pasarela
- Super alternatywa ruty 40 dla samochodów, ale dla pieszych ciężki orzech do zgryzienia.
4. Puerto Madryn
Fajna historia, bo do Puerto Madryn pojechaliśmy spontanicznie z Francuzami, którzy zgarnęli nas na stopa właśnie w Parku Los Alerces. Co nas skusiło, żeby nagle przetoczyć się przez całą szerokość kraju? Odpowiedż jest prosta – Wieloryby.
Puerto Madryn jest bowiem miejscem idealnym, żeby wypatrywać zwierzątek – lwów morskich, wielorybów, ptaków itp. Co zobaczyć w samym miasteczku?
Molo – z którego spokojnie też można zobaczyć wieloryby czy orki. My byliśmy w listopadzie i było ich wówczas sporo.
Plaża Doradillo – super miejsce na oglądanie wielorybów. My wypatrzyliśmy z plaży skaczącego wieloryba i jednego wielkoluda bardzo blisko z punktu widokowego. Super mieć tam drona.
Ta plaża to też świetne miejsce dla camperów. W tygodniu jadą tam z miasta jakieś busy, ale my polecamy stopować – stop działa tam jak złoto.
Peninsula Valdez – albo własnym samochodem, albo z wycieczką, która kosztuje 15 k pesos (+wstęp do parku 2800 pesos + kolejne 15 k jak chce się wziąć łódkę na oglądanie wielorybów). Można tam zobaczyć też pingwiny i lwy morskie i orki. Nam zależało tylko na zobaczeniu wielorybów, więc nam wycieczka się po prostu nie kalkulowała.
5. Marmurowe Jaskinie + Los Antiguos + Chile Chico + Puerto Rio Tranquilo



Marmurowe Jaskinie (Chile) upatrzyliśmy sobie kiedyś w internecie i przyświecały nam one jako cel, po dotarciu do Argentyńskiej Patagonii.
Dla nas to była cała przygoda. Same Los Antiguos jest urocze, ale nic za bardzo tam nie ma. Podróżujący tam trafiają głównie ze względu na przejcie graniczne z Chile.
Sama granica jest zdradziecka jak nie ma się samochodu, bo musisz wyjść z miasta, odprawić się w Argentynie, a potem przejść 6 km/ łapać stopa na ziemi niczyjej, żeby na koniec dojść do odprawy granicznej Chile. A potem kolejne kilka km do chilijskiego miasteczka Chile Chico…
Chile Chico w Chile
Chile Chico to droższy odpowiednik Los Antiguos – urocze, ale mało co tam jest. Terminal w Chile Chico to jakiś żart. Okienka zamknięte, rozkładu jazdy nie ma, nikt nic nie wie. Jest zabawa.
W miasteczku jest tylko jeden bank i karta Revolut nam w nim nie działała, więc lepiej przygotować sobie walutę wcześniej i mieć więcej gotówki. Z wymianą pesos argentyńskiego też mieliśmy problem, przez to jaka ta waluta była słaba i niestabilna w tamtym czasie.
Nam uciekł bus do Puerto Rio Tranquilo, który miał wyjechać o 13, a potem próbowaliśmy łapać stopa przez 4h, ale nic w tamtą stronę nie jechało. Na tej trasie ogólnie mało co jest poza wspaniałymi widokami, więc i samochodów za bardzo nie ma. Nam została wówczas nocka w Chile Chico i bus z rana, o 9 kolejnego dnia, co też było założeniem lekko w ciemno.
Rano już dojechaliśmy bez problemu, ale nie wiemy czy ten bus jeździ codziennie czy tylko w weekendy. Tak jak pisaliśmy – w tym miasteczku nikt nic nie wiedział.
Puerto Rio Tranquilo i Marmurowe Jaskinie



Potem było juz sprawnie – 4 h jazdy i jesteśmy na miejscu. Jakimś cudem bus był za darmo… Może dlatego, że jechaliśmy my z samymi lokalsami. Nockę wzięliśmy od Pani na terminalu w Puerto Rio Tranquilo za 30 k pesos chilijskich.
Tam znalezienie łódki, żeby dopłynąć do jaskiń to już był pikuś. Ceny wycieczek rozkładają się następująco: 20 k CLP za rejs łódką (1,5h), 45 k CLP za kajaki i jakaś tam dłuższa wycieczka łódką 30 k CLP. Ceny raczej były wszędzie dogadane między firmami.
Powrót z Puerto Rio Tranquilo do Chile Chico poszedł nam sprawniej, bo na terminalu było więcej informacji. Wyjazd mieliśmy o 13:30 (wyjechaliśmy bardziej 14:40). Z tego co nam mówili to busy są w weekendy i środy. Koszt to 10 k pesos chilijskich (tym razem jechaliśmy z samymi Francuzami, więc bus już nie był darmowy xD). Dobrze sobie zarezerwować miejsce wcześniej, żeby nie musieć siedzieć w miasteczku do środy, jeśli zbierze się więcej chętnych.
Nasz Hostel w Chile Chico - Hospedaje Rio Baker. Opcja całkiem ekonomiczna jak na Chile, z dobrym standardem.
6. El Chalten



Bardzo klimatyczne górskie miasteczko. Baza wypadowa do dziesiątek trekkingów, np.:
Lago Torre – całość na ok 5h
Łatwy trekking dla każdego. Do przejścia jest ok 20 km z bardzo małym przewyższeniem. Większość trasy jest płaska. Na końcu można zobaczyć lodowiec, jezioro Torre z kawałkami lodu. Po drodze można zahaczyć o wodospad.
Fitz Roy i Lago de los Tres – 3h + 3h + to co na górze



Tu już trudniejszy trekking i na pewno bardziej popularny. Najpierw jest trochę przewyższenia do jeziora Capri, a potem długo płasko, aż do ostatniego podejścia do jeziora de Los Tres. Warto. Widok na Fitz Roy i na jezioro de Los Tres jest cudowny.
Jeśli ktoś nie jest gotowy na cały trekking to może skończyć na jeziorze Capri. Stamtąd też jest dobry widok na Fitz Roy.
Z tą górą jest też tak, że trzeba polować w dobrą pogodę, bo lubi się schować za chmurami.
Mirador de dos Condores + Aguila
Mirador jest łatwą i szybką górką. Spoko jak późno się zajechało, albo przed wyjazdem z El Chalten. Na pewno da się dostrzec kondory. Czasami możliwe jest nawet zobaczenie pancernika.
Stamtąd warto wybrać się na Mirador Aquila – widok z innej strony, na pustkowie, drogę i jezioro.
Wodospad Chorrillo del Salto
Jest po przeciwnej stronie miasta niż Mirador de los Condores. Szybkie 7 km z miasta po płaskim i już się jest. Ładny wodospadzik. Dla zmotoryzowanych – można dojechać autem praktycznie pod sam wodospad.
Ceny
El Chalten jest droższy niż inne miejsca w Argentynie, ale nie tak jak nas straszyli przed przyjazdem. Jedzenie w markecie jest w przystępnych cenach. Noclegi są droższe, ale jest darmowe miejsce dla camperów, a w górach są darmowe kempingi. Noc w pokoju prywatnym dla 2 osób – 15 k pesos argentyńskich, chociaż chodząc i pytając znaleźliśmy jeden za 10k ze śniadaniem. Dormsy za 3000 pesos za łóżko. W sezonie może być problem z miejscem, bo miasteczko jest po prostu bardzo malutkie i bardzo turystyczne. My byliśmy przed sezonem i trochę się musieliśmy nachodzić, żeby coś znaleźć. Polecamy metodę chodzenia od drzwi do drzwi. W Argentynie nas nie zawiodła, chociaż w sezonie można się pewnie naciąć i trafić na termin, kiedy wszystko jest zajęte.
Nie ma Western Union, bankomat nie działa ze wszystkimi kartami, więc przywieź ze sobą gotówkę.
Hostel – Lo de Trivi, 3500 pesos za osobę, za łóżko w dormsie 3 – osobowym, ale pani była na tyle miła, że nikogo nam do pokoju nie dołożyła.
Busy z El Chalten:
- Do Los Antiguos za 15 k pesos
- Do Calafate za 4 k pesos
- Do Bariloche za 29 k pesos
7. El Calafate
Małe, turystyczne miasteczko. Trochę taki Karpacz – dużo restauracji, hoteli itp. Na pewno warto spróbować lodów, napić się gorącej czekolady, wybrać się do browaru czy spróbować baraniny, z której słynie ten region.
Za pokój prywatny w Calafate wychodzi mniej więcej 7000 pesos, a za pokój współdzielony życzą sobie np 3500 – 4000 pesos.
Hotel Los Lagos – miły, dobry standard w stosunku do ceny i ze śniadaniem (7000 pesos).
Hosel Elal – 5600 pesos za pokój prywatny, ale z piętrowym łóżkiem i z dzieloną łazienką i z kuchnią do użytku.
Dobre lody - Heladeria Acuarela
Western Union – nie wiem jak będzie w Argentynie jak Ty do niej wjedziesz, ale jak my tam byliśmy to funkcjonował Blue Dolar dla turystów, o przeliczniku 2 razy lepszym niż ten oficjalny.
Blue Dolara można było dostać w Western Union, co tłumaczy dlaczego przy Western Union w Calafate była wieczna kolejka. Jedyne WU wypłacające pesos w mieście było na poczcie. Trzeba było przyjść ok 10:30. Od 11 powinno być otwarte ale my musieliśmy czekać do 11:40 (u nas wgl jaja bo po długim weekendzie i ludzie czekali w kolejce już od 7 żeby dostać pieniądze). Jest też o tyle trudniej, że ilość gotówki na poczcie jest ograniczona, więc po 3 h czekania mogła(e)ś odejść z kwitkiem. I właśnie to nam się wydarzyło pierwszego dnia. Limit wypłat wówczas wynosił 60000 pesos na osobę, ale warto sprawdzić na opiniach google, bo to może się zmienić.
8. Lodowiec Perito Moreno



Baza wypadowa – El Calafate. Stamtąd jest 80 km do lodowca.
Opcje dojazdu:
- Autobus z terminalu – najgorsza ze wszystkich, bo w cenie wycieczki organizowanej, a trzeba dylać na terminal, który jest oddalony od centrum o 2 km. 4000 pesos w jedną stronę.
- Wycieczka – w mieście jest bardzo dużo agencji. Koszt to zwykle 8500 pesos, ale można znaleźć też za 7800 pesos (czyli taniej niż bus z terminalu). Wycieczki wyruszają ok 9 – 10. Na miejscu ma się 4h czasu na zwiedzanie. Aż nadto.
- Wynajem auta – 16500 pesos za dzień, za mały samochód. Czyli znowu w 2 osoby jest to samo co bus, a z 4 robi się już 2 razy taniej. Aut może zabraknąć w sezonie.
- Stop – opcja, którą wybrał JustDuet 😁 Polecamy. Na lodowiec jedzie mnóstwo ludzi, a z Calafate do Perito Moreno prowadzi jedna droga, która kończy się pod lodowcem. Czyli jak ktoś jest na tej drodze to jedzie na pewno tam. Jakoś o 9 – 10 warto już stać i łapać.
Wstęp do Parku – 4000 pesos. Jak ktoś chce wrócić dzień później to jest zniżka -50%. Można poszukać jakiś Polaków, którzy byli dzień wcześniej i mieć tańszy bilet (narodowość jest wypisana na bilecie). Korzystało z tego wielu Francuzów, ale oni mieli o niebo łatwiej, bo jest ich tam po prostu więcej.
Na miejscu można wziąć też rejs statkiem i popatrzeć na lodowiec z innej perspektywy – koszt 6000 pesos / os.
W 2 godziny można obejść każdą ze ścieżek z długimi przerwami na oglądanie lodowca i robienie zdięć.
Na miejscu są restauracje i kawiarnie jakby ktoś zgłodniał, albo chciał się ogrzać.
9. Ushuaia



Urocze miasto na końcu świata. Dalej na południe jest już tylko Puerto Williams (Chile), ale to wioseczka, wiec jest w innej kategorii niż miasto Ushuaia.
Stad wypływają statki na Antarktydę (dla zainteresowanych – 3500 dolarów, na oferty last minute).
Co zobaczyć w mieście?
Przejść się po centum, zjeść owoce morza czy zaglądnąć do pasażu z pamiątkami, popatrzeć na statki, wybrać się do muzeum.
Restauracja – El Viejo Marino. Dobre owoce morza. Można zjeść King Craba (Centolla) w całości. Przystępne ceny jak za porcje, które się dostaje.
Co zrobić w okolicy miasta:
Laguna Esmeralda – łatwy szlak, cały bardzo ładny, a na końcu cudne jeziorko. Szlak na 4 km, bez większych przewyższeń. Zaczynasz z tego miejsca.
Laguna Turquesa – zaraz obok Esmeraldy. Szlak krótki (jakieś 1,5 km), ale stromy, bo jest jakieś 360 m przewyższenia. Na końcu ładne jeziorko i widok na Lagunę Esmeralde.
Park Narodowy Tierra del Fuego – są jeziora, morze i pociąg końca świata (za pociąg jakieś 8000 pesos). Jest znak, że tam kończy się droga nr 3.
Glacier Martial – lodowca to my tam praktycznie nie widzieliśmy, ale jest stamtąd ładny widok na Ushuaie. Jak ma się czas to można się przejść. Jest zaraz obok miasta
Wycieczki na pingwiny – płynie się 3h, żeby dopłynąć na wyspę, gdzie ogląda się kolonie pingwinów. Po drodze mija się symbol Ushuai – latarnie morską i widzi się lwy morskie. Płynie się dużym katamaranem na ponad 100 osób.
Noclegi – szukaj apartamentów na facebooku (market place), jak masz większą grupę, bo się bardziej opłaca. My płaciliśmy 11000 pesos na 4 os, za apartament w bardzo dobrym standardzie.
Innym razem spaliśmy w Hotelu Alem – apartament za 8000 pesos. Słaby internet, ale miejsce całościowo polecamy.
Stop – działa w Ushuai wyśmienicie. Do każdej z atrakcji, którą wymieniliśmy wyżej, dotarliśmy stopem. Polecamy odpuścić drogie przejazdy prywatnymi busami, wyjść, wyciągnąć rękę i jechać. Nie czekaliśmy dłużej niż 5 min na stopa.
* Waluty, użyte we wpisie to pesos argentyńskie, z wyjątkiem podpunktu o Marmurowych Jaskiniach w Chile. Tam podane kwoty były w pesos chilijskich.
Powiązane wpisy:
Argentyna – co zobaczyć, informacje praktyczne
Więcej relacji i postów z Argentyny i Patagonii znajdziesz na naszym instagramie
I co, jak Ci się spodobała Patagonia? Wiemy, że to kierunek całkiem turystyczny, ale po pierwsze – spokojnie można znaleźć miejsca bez tłumów ludzi, zwłaszcza jak się poleci lekko przed sezonem. Po drugie – Patagonia jest taka popularna nie bez przyczyny. Ona jest po prostu przepiękna.
Bardzo polecamy ten kierunek – nie będziesz zawiedzona/y!
Pozdrawiamy cieplutko,
JustDuet.pl 💛





